dzieci i królowie

nasze zabawy w bezsenność
nie zawsze szlachetną
/tylko czasem jesteśmy rano starsi
o nowy wiersz/

słowa nasze skazane
na szept
choć oczy nieostrożne
choć jasne

dumni
i żebrzący
o zabawkę na jedną
mroczną chwilę
gramy w piekło – piekło

w złocie i purpurze
/wszak nie twarze nam się starzeją
lecz dusze/
wyciągający dłonie
za każdym razem dzieci
i królowie

*** (widać / nie do twarzy…)

widać
nie do twarzy nam było
z uśmiechem
widać
nie do twarzy
ze sobą
na co dzień

ze sobą
sami
siebie nie znając
w siebie zapatrzeni
a jednak ślepcy
nie mogliśmy odnaleźć drogi
choć ta
w zasięgu ręki

teraz tylko biel
wszechobecna
i tak wiele do wymilczenia
za karę
za siebie
za słowa
jak odłamki szkła

i za to
że czasem jeszcze słyszę
jak drzwi za tobą

*** (chciałbym być…)

chciałbym być wiatrem
co porywa do tańca
lub tym pustynnym
co każe zacisnąć powieki
i nigdy nie gasi pragnienia

wszystko po to by później
delikatnym podmuchem
całować rozgrzane czoło
/w razie czego
utulić
i ukołysać/

chciałbym być wiatrem
co buduje wydmy
i wygładza plaże
a wstrzymuje oddech
gdy zimno

chciałbym być takim wiatrem
co sprawia że chmury
omijają niebo
które w twoich oczach

modlitwa poranna

lęku mój
któryś jest wszędzie
bądź przeklęte imię twoje
i twoje królestwo

powszedni mój lęku
przez którego ptakom
puls bije na alarm
i ani ich w niebie
ani na ziemi
nie bądź wola twoja

krok spokojny
daj mi dzisiaj
mój stróżu
i nie bądź mi
ojcem
ani synem
i nie wódź mnie na zapatrzenie
i nie wódź mnie na zasłuchanie
ale mnie strzeż od zamyślenia
bym nie czuł się winny
krzycząc nocą

*** (noc jest po to by…)

noc jest po to by
pić wódkę
i czytać wiersze

rozmawiać o poezji
i spełnionych miłościach
a przyznawać się do ich niespełnienia
dopiero nad ranem
kiedy mylą się już
z nienapisanymi wierszami
i nieodkrytymi metaforami

wtedy
z lekkim tylko zdziwieniem
zauważać
że w gruncie rzeczy
chodzi o to samo

Noe’97

kiedy zapaliłem świt
a wypuszczone przez okno ptaki
już nie zawróciły
odetchnąłem mniej ostrożnie

byłem wprawdzie nagi
ale byłem
choć nie był to jeszcze dowód
na ponowne stworzenie świata

kilka uważnych kroków
nabrało nowego znaczenia
i właściwego sensu

teraz mówię szeptem
choć stwardniały mi dłonie
a ciało osmagane wiatrem

obudzonej przestrzeni
przypominam barwy
zapachy
rozstawiam po kątach

układam równo miejsca
na przyszłe uśmiechy
i zapisane kartki
a spokojne myśli
na nowo
oswajają się ze mną

*** (jestem starym mężczyzną)

jestem starym mężczyzną
mam ciężkie ręce
zawroty głowy
i zaawansowaną nerwicę
wierszy

piszę więc rzadko
w wieku dwudziestu dwu lat
ukłułem się piórem
i nie mogłem zasnąć przez następne sto

zresztą wyblakły mi już
wszystkie kartki
pióro tylko
skrzypi
a poza tym
na piersi
nie mogę znaleźć miejsca
gdzie dawniej pulsowało
słońce

tak
teraz wiem że pali się albo
zimne ognie
albo mosty